Nie przyhamował go ani kryzys, ani rak. Warren Buffett głośniej niż kiedyś mówi o sprawach publicznych. I ostro inwestuje. Ostatnio w samoloty Po co Buffett zagląda na giełdę.

Korporacyjne floty powietrzne uważał latami za kosztowne zabawki i przejaw rozrzutności. Dopóki sam nie kupił małego samolotu, w którym się zakochał. Dał mu imię „The Indefensible”, czyli „Nie do obrony”, jakby przyznając, że to rozpusta, i sprzedał kilka lat później, twierdząc, że znalazł coś lepszego. Kupił Executive Jet Aviation, firmę, która pozwala wielu ludziom być właścicielem kawałka samolotu, by móc z niego od czasu do czasu korzystać. Interesy poszły z miejsca tak dobrze, że w 1999 roku, zanim lotnictwo pasażerskie popadło w tarapaty, firma Buffetta Berkshire Hathaway kupiła 8 proc. światowej produkcji cywilnych odrzutowców. W 2002 firma zmieniła nazwę na NetJets. Kataklizm na rynkach finansowych osłabił apetyt na latanie i Buffett miał przez kilka lat ból głowy, ale szybko wyszedł na swoje. Wzeszłym roku NetJets zarobił prawie ćwierć miliarda dolarów.

Zwykle skromny i ostrożny, wprzypadku NetJets Buffett odrzuca wszelką wstrzemięźliwość i powiada, że nikt wtym biznesie jego firmie nie dorównuje i nigdy nie dorówna. Powiedział to na początku maja, a wczerwcu ogłoszono, że NetJets kupuje 425 nowych samolotów o wartości 9,6 miliardów dolarów – to największa transakcja whistorii prywatnego lotnictwa. 275 maszyn to kanadyjskie bombardiery, a 150 to mniejsze samoloty Cessna produkowane wAmeryce.

Tak duża transakcja na tak wrażliwym rynku wielu zdumiała. Szef NetJets Jordan Hansell pospieszył więc z zapewnieniem, że to kolejny dowód na „nasze długofalowe planowanie”. Ubiegły rok był na rynku samolotów korporacyjnych kiepski, szczególnie w Europie, ale producenci oczekują poprawy koniunktury pod koniec dekady. Zakładają, że gdy firmy zaczną znów masowo korzystać z luksusowego transportu powietrznego, sięgną najpierw właśnie po cząstkową własność, zanim ośmielą się inwestować we własną f lotę. NetJets oferuje nie tylko przeloty, ale także usługi pilotów, gdy ktoś ma własny samolot, a także zarządzanie f lotą, hangarowanie, serwis techniczny i szkolenie załóg.

Kilka lat po inwestycjach wsamoloty Buffett poczuł pociąg do pociągów. W2010 roku kupił firmę Burlington Northern Santa Fe, która trudni się transportem węgla, zboża i drewna wStanach, Kanadzie i Meksyku. Kosztowało go to 44 miliardy dolarów – nigdy tyle wcześniej nie wydał. I znów okazało się, że ma złotą rękę do interesów. Burlingham Northern Santa Fe w2009 roku zarobiła 1,7 miliarda. W zeszłym roku, pierwszym pełnym pod nową batutą – o 75 proc. więcej – dokładnie 2,972 miliarda.

Powiedziałem im, że jestem starszy i mądrzejszy. A byłem tylko starszy

Buffett jak zawsze otwarcie i samokrytycznie mówi o swych błędach. Niedawno bił się w piersi za zakupy akcji banków irlandzkich, gdy wyglądały na bardzo tanie, a później ostro spadły. Inwestycje te porównywał do tenisowych „błędów niewymuszonych”. Klientom swego ubezpieczyciela GEICO zaoferował, wbrew opinii współpracowników, karty kredytowe. „Powiedziałem im, że jestem starszy i mądrzejszy. Abyłem tylko starszy” – przyznał, gdy sprzedał portfel kart z 45-procentową stratą. W tym roku kaja się za 2 miliardy dolarów wydanych na obligacje Energy Future Holdings, dostawcy energii w Teksasie, na których stracił przeszło połowę, bo mocno spadły ceny gazu w USA. Jest właścicielem największego w Stanach producenta domów – firmy Clayton Homes – dla której ostatnie kilka lat, wbrew prognozom Buffetta, wciąż oznaczało straty. Zainwestował w chińskiego producenta baterii i samochodów osobowych – dziś perspektywa chińskiego auta na baterie na rynku amerykańskim nie wygląda zachęcająco.

Ale straty bledną w zestawieniu z zyskami. Firma Buffetta Berkshire Hathaway (BH) ma aktywa 411 miliar- dów dolarów, w tym 38 miliardów gotówki. W ciągu 47 lat, od chwili przejęcia sterów przez Buffetta, wartość księgowa jednej akcji BH wzrosła z 19 do 99,860 dolarów.

Ponad 98 proc. całego majątku Buffetta to akcje BH – kłóci się to z ideą dywersyfikacji portfela, ale Buffett czuje się spokojny. Zresztą trudno byłoby olepszy porftel. Oświadczył i powtórzył to kilkakrotnie, że wszystko, co ma, po jego śmierci trafi na cele filantropijne.

Firma żyje z dwóch źródeł: prowadzenia samodzielnej działalności gospodarczej i inwestycji na giełdzie. Samodzielna działalność to ubezpieczenia i reasekuracja, energetyka, transport, produkcja butów i słodyczy, dywanów i farb, materiałów budowlanych i odkurzaczy, lodziarnie, jubiler i gazeta, wydawca encyklopedii i wynajem prywatnych odrzutowców. 77 miliardów wportfelu to akcje firm, wktórych Buffett jest inwestorem pasywnym. Cztery największe pozycje Według niego rynkami finansowymi rządzi psychologia tłumu. Żeby zilustrować tę tezę, opowiada, jak to poszukiwacz ropy trafia po śmierci przed oblicze świętego Piotra. Ten mu mówi: „Wprawdzie kwalifikujesz się na miejsce w niebie, ale, niestety, kwatery przeznaczone dla poszukiwaczy ropy są już przepełnione”. Niefortunny petent prosi świętego, czy mógłby zamienić kilka słów ze swymi kolegami po fachu. Gdy dostaje zgodę, krzyczy, ile sił w płucach: „W piekle odkryto ropę!”. W mgnieniu oka wszyscy poszukiwacze ropy opuszczają niebo i gnają do piekła. Na świętym Piotrze robi to duże wrażenie – zaprasza nowego przybysza, by się rozgościł w niebiańskich komnatach. Poszukiwacz myśli przez chwilę i rezygnuje z oferty: „Pójdę za nimi. Kto wie, może w tej mojej plotce jest odrobina prawdy?”. to American Express – 13 proc. wszystkich akcji firmy znajduje się w posiadaniu BH – to 7 miliardów, Coca-Cola (8,8 proc. – wartość 14 miliardów), IBM (5,5 proc. – 11,7 miliardów) i Wells Fargo (7,6 proc. – 11 miliardów).

Gdy świat zachłysnął się internetem, Buffett powiedział, że nie rozumie spekulacji ziarnami kakao, więc nie inwestuje w kakao. „Nie jestem wstanie zarobić na czymś, czego nie pojmuję. Nie mam żadnej wątpliwości, że porażek będzie znacznie więcej niż sukcesów”. Na jego wyszło. Dziś przyznaje, że takie firmy jak Google czy Apple stały się ikonami amerykańskiej gospodarki, ale zastrzega, że nie kupi ich akcji, bo nie wie, jak je wyceniać.

Jak komuś się nie podoba, niech inwestuje w telewizję Fox

Najbardziej szanowany inwestor w historii mocno ostatnio podpadł części swych akcjonariuszy, gdy głośniej niż w przeszłości zaczął się wypowiadać w kwestiach polityki.

Wraz z wieloma innymi bardzo zamożnymi Amerykanami wypowiadał się, wespół z ojcem Billa Gatesa, przeciwko eliminacji podatku spadkowego, który Republikanie nazywają „podatkiem od śmierci”. Uważał, że to podarunek dla spadkobierców najbogatszych i że ucierpi na tym nie tylko budżet federalny, ale także budżety stanowe i organizacje charytatywne.

Wspiera zabiegi prezydenta Baracka Obamy o podwyższenie stopy podatków dla najbogatszych. Powtarza przy rozmaitych okazjach, że co najmniej przez trzy lata płacił najniższe stawki podatkowe w swym biurze, choć zarabiał od 25 do 65 milionów rocznie. Cała reszta jego pracowników.

 

Żródło wpisu